TAK dla TARCZY

W przededniu II wojny światowej wybitny konserwatywny publicysta polityczny Stanisław Cat - Mackiewicz, przeczuwając słabość zachodnich gwarancji dla Polski, wskazał na zasadniczą różnicę pomiędzy sojuszami naturalnymi i egzotycznymi.

Z gorzkim poczuciem słuszności swojej przepowiedni przypomniał ją w roku 1945:

"Jeśli utrata niepodległości przez jakieś państwo pociąga utratę niepodległości innego państwa, to sojusz pomiędzy tymi dwoma państwami jest sojuszem naturalnym, wskazanym.
Litwa traci automatycznie swoją niepodległość, gdy Polska pozbawiona jest niepodległości. Sojusz Polski z Litwą jest więc sojuszem naturalnym, wskazanym. Rozumiał to dobrze Jagiełło, o wiele mniej Smetona i Voldemaras [przywódcy przedwojennej Litwy].
Sojusz między Węgrami a Polską jest również sojuszem naturalnym i wskazanym. Niepodległość Węgier wzmacnia niepodległość Polski, niepodległość Polski osłania niepodległość Węgier."

Przeciwieństwem sojuszy naturalnych były dla Cata sojusze egzotyczne, a ich najlepszą ilustracją alianse z Anglią, na czele z niesławnymi gwarancjami z marca 1939:

"Sojusz polsko-angielski przez Anglików nam nagle zaofiarowany w początkach roku 1939 był typowym sojuszem egzotycznym. Utrata niepodległości przez Polskę bynajmniej nie pociąga za sobą utraty niepodległości Anglii. Przeciwnie w XIX w. nie było Polski, a dla Anglii były to czasu pokoju i potęgi. Anglia interesowała się Polską nader rzadko i zawsze jedynie dla celów doraźnych i przemijających."

Zgodnie z przewidywaniami autora "Historii Polski od 17 września 1939 r. do 5 lipca 1945 r." egzotyczny sojusz z Anglią zawiódł już we wrześniu 1939 r., następnie dewaluował się wraz z kolejnymi deklaracjami Rządu JKM negującymi polską granicę wschodnią, aby ostatecznie ujawnić kompletną nicość podczas wyprzedaży polskich interesów w Jałcie. Polska w wyniku wojny upadła, ale Anglia ocalała. Sojusz okazał się nie wart funta angielskich kłaków, gdyż był sojuszem egzotycznym.

Obecny sojusz RP z USA, stanowiący główne zabezpieczenie polskiej niepodległości, też jest sojuszem egzotycznym. Amerykanie mogą opuścić Polskę bez najmniejszej groźby utraty własnej niepodległości, a nawet uszczerbku swojej mocarstwowej pozycji w świecie. W ciężkich warunkach konfrontacji z komunizmem Ameryce udało się zachować rolę mocarstwa. Pilnowała w Europie rubieży na Łabie. Po zwycięstwie nad ZSRR, w latach 90., w Waszyngtonie myślano o przesunięciu tej rubieży do Odry. Na nasze szczęście posunięto ją kawałek dalej. Ten kawałek - z perspektywy Waszyngtonu niezbyt znaczący - to Polska. Można ją było objąć gwarancjami, można też je cofnąć. Geopolitycznego dramatu nie będzie. Stany Zjednoczone przetrwają bez Polski.

Przed odwrotem znad Wisły USA nie powstrzyma ani NATO, ani dbałość o autorytet międzynarodowy i szerokie definiowanie własnych interesów.

Kondycja NATO jaka jest każdy widzi. Wkrótce, za sprawą zachodnich Europejczyków, pakt może w ogóle zniknąć z oczu.

Autorytet Stanów Zjednoczonych nie raz był narażany na większy szwank niż ten, który spowodować może odwrót znad Wisły. Ameryka znajdzie sposób by go odbudować. Bez Polski. A dla kongresmanów ważniejszy od międzynarodowego jest autorytet w Iowa, Nebrasce i Kalifornii. Amerykanie zaś w Iowa, Nebrasce i Kalifornii, obserwując wysiłki swoich chłopców w Iraku i ich krytykę przez światową opinię, przestają być skłonni do podejmowania nowych zobowiązań zagranicą. Na naszych oczach. Jutro mogą nie być skłonni by dotrzymać starych. I nie łudźmy się, że to nie w amerykańskich domach i nie na Kapitolu, a w przyjaznym i odpornym na fluktuacje nastrojów Białym Domu zapadnie korzystna dla Polski decyzja. Nie chcę przypominać zachodnich przywódców w których przeciwnicy Mackiewicza wierzyli równie mocno. Byłby to masochizm. Gorzej, że teraz przesłanek dla podjęcie decyzji "za Polską" będzie jeszcze mniej niż w trakcie i po II wojnie. Zobowiązania - wobec możliwych dziś rodzajów szantażu - będą mniej oczywiste. Najważniejsze zaś, że wywiązywać się z nich przyjdzie nie tym, którzy je na siebie przyjęli. Będzie to zupełnie inna Ameryka. Inni będą jej przywódcy. Będzie to Ameryka po Bushu. Jaka? Wiele wskazuje, że nawiedzana przez amerykańskie upiory: izolacjonizm i pacyfizm. Izolacjonizm nie będzie z gatunku XIX i XX wiecznych, podobny np. antywilsonowskiej reakcji po I wojnie św., gdyż współcześnie jest to niemożliwe, a wystąpi pod maską zgody na policentryczny ład świata. Pacyfizm raczej nie będzie przypominał traumy po Wietnamie, a zmęczenie Francuzów i Anglików po I wojnie św., ze wszystkimi tego następstwami. Amerykańscy Daladier i Chambarlain zastąpią Clamenceau i Churchilla - Clinton i Obama Reagana i Busha. Jeśli tak się stanie, a nie jest to futurologia, tylko prognoza pogody na jutro, to wystarczy, by waszyngtońska administracja przeszła do innego niż dziś definiowania interesów i obszarów, których Ameryka powinna bronić. Węższego niż obecnie. O Polskę też. Wielu już tak myśli. Nie ekscentrycy. Establishment demokratów, a nawet część republikanów. Za nimi stoją miliony Amerykanów.

Narody znużone wojną, zajęte wewnętrznymi problemami i przesiąknięte pacyfizmem występują zbrojnie tylko w razie bezpośredniego ataku na nie. Tak nie od dziś postępują społeczeństwa europejskie. Francja podczas II wojny nie broniła nawet własnego podwórka. Anglia wykazała większą determinację, ale dopiero w chwili bezpośredniego zagrożenia. Ameryka po wojnie w Iraku może przypominać - na szczęście nie Francję - ale Anglię tak. Nie liczmy, że Clinton lub Obama i rzesze ich rodaków będą chciały ginąć za Gdańsk. Kolebkę czegoś tam, co hołubił Roni Reagan i Bushowie, w Kraju o którym oni wiedzą tyle, co kolekcjoner znaczków Roosevelt, pechowo nie mający w klaserze "Poczty Polskiej". Odstąpią nas - za bezpieczeństwo energetyczne zachodniej Europy, rozwiązanie kartelu gazowego, pomoc w obronie przed rakietami arabskimi, perskimi czy koreańskimi, poparcie w sprawie Tajwanu i z dziesiątków innych powodów, włącznie ze świętym spokojem na czas reformy amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej.

Jest jednak szansa, iż tak się nie stanie. Jest możliwość, że w momencie antypolskiej akcji naszego wielkiego wschodniego sąsiada, Sekretarz Obrony powie: "Pani President Clinton, musimy ich bronić, bez nich rozwali się nasz system bezpieczeństwa narodowego." ??? Zdziwi się bardzo wiceprezydent Obama. "Tak, tam jest nasza tarcza antyrakietowa - wyjaśni mu inny wysoki urzędnik Departamentu Obrony - bez niej jesteśmy odkryci w razie ataku koreańców lub Talibów". "Oh, szyt - zaklnie Obama - i budżet wezmą diabli." Wtedy Pani Prezydent zwróci się do Sekretarza Stanu: przekaż Moskwie, że nie ustąpimy w sprawie Polski, nawet gdybyśmy mieli użyć siły. Pewnie zresztą nie będzie takiej potrzeby. Na Kremlu będę wiedzieć, że na rozmontowanie systemu broniącego Bostonu, Miami i Los Angeles przed atakiem rakietowym państw rozbójniczych Biały Dom nie pozwoli. A nam instalacje amerykańskie ulokowane koło Olsztyna, Białegostoku czy Suwałk pomogą obronić Kraj przed czołowym zbójem naszej historii. Wykorzystajmy tę szansę. Drugiej może nie być. Nie pozwólmy aby, tak jak przed II wojną światową, broniły nas tylko sojusze egzotyczne. Świat współczesny różni się od tamtego. Globalizacja i rozwój technologii zmieniły wiele. Ale nie wszystko. Nadal są sojusze egzotyczne - to oczywiste; lecz rakiety balistyczne, satelity i sieci informatyczne sprawiły, że sojusze zamorskie, ba transoceaniczne, nie muszą już takimi pozostać. Mogą stać się sojuszami naturalnymi. Ameryka może być sojusznikiem naturalnym Polski. Jeśli ulokuje u nas swoje żywotne interesy. Takim interesem są instalacje bez których Nowy Jork może zniknąć z powierzchni ziemi. To daje pewność reakcji. Podobnej nie dadzą żadne gwarancje i pakty. Dlatego tarcza antyrakietowa jest nam potrzebna. Tarcza oczywiście zwiąże nie tylko Amerykę z Polską, ale i Polskę z Ameryką, czego jednak nie mamy powodu się obawiać. Chyba, że ktoś woli być wasalem Rosji niż sprzymierzeńcem Stanów Zjednoczonych.

dr Witold Wasilewski
/historyk IPN, UKSW/


[Prawo i Sprawiedliwość]  

Witold Wasilewski

Mądrze i skutecznie

 

Kontakt:
tel. 693 844 303
witold_wasilewski@wp.pl